Źrebak w świecie jedzenia

Kto by pomyślał, że uzależnienie od alkoholu, nikotyny, seksu, pracy czy obsesyjnego mycia rąk może być równie silne, absorbujące, czasochłonne i obciążające,  pod innym pozornie niewinnym i smakowitym obliczem  pączków, czekoladek, lodów, chrupek, ciastek, serków, deserków oraz innych jadalnych „ek” i „ów”. Jak coś co istnieje po to byśmy funkcjonowali a także po prostu ŻYLI może tak zniewolić nasze umysły i zamknąć nas w klatce zbudowanej z cukru, tłuszczu, kalorii i poczucia winy. Czy w tej klatce istnieje wyjście?

W moim przypadku istnieją dwa – jedno prowadzi mnie do magicznego, pozornie bielutkiego, czystego świata stworzonego z gładkiej porcelany – Warszawskie Łazienki w brzydszej, osobiście dramatycznej wersji bulimicznej. Tutaj mogę pozbyć się „brzemiennego” brzucha choroby, mogę wyzerować kaloryczny licznik i przywrócić sobie kontrolę, zwracając swoje wnętrze wymieszane z majonezem. Ale inny licznik wciąż nieubłaganie tyka – licznik, który zamiast nabierać, traci –  licznik pozostałych mi dni, godzin, które mogę sama zagospodarować,  licznik szkliwa, licznik zdrowia i licznik poczucia własnej wartości. Czy bawienie się w bożka mogącego mieć ciastko, jeść ciastko i znowu pozornie mieć ciastko jest opłacalne i wynagrodzi mi stracone życie? NIE.

Dlatego spoglądam z mojej klatki w drugą stronę – wyjście nie tak obiecujące na pierwszy rzut oka jak mój osobisty porcelanowy „CZYŚCIEC”. Drzwi są przegniłe, pełne drzazg, i zardzewiałych gwoździ. Za bramą ziemia wyłożona jest ciernistymi pnączami, tnącymi trawami i suchym wbijającym się w stopy runem.  Droga nie wygląda obiecująco – w dodatku prowadzi przez ciemny las, a w mroku drzew nie dostrzegam żadnych oznak lepszej przyszłości.

Może wrócić? Może lepiej przyssać się do słodkich krat, a potem ukoić się w przytulnych objęciach porcelanowego raju? Tak byłoby łatwiej, tak byłoby bezpieczniej – bo zostałabym w miejscu, które znam od lat i nigdy nie jestem samotna czy bezradna – pączek jest słodki, ciastka chrupkie, śmietana przyjemnie chłodna , a rzeczywistość dobrze znana – jedyne co może mnie zaskoczyć to to w jakim stopniu wypełnię miskę albo kiedy skończą mi się pieniądze wydane na towarzystwo w klatce krainy jedzenia. A przecież z chrupkami wciąż jestem sama – jedyne co mówią to – zjedz więcej.

Więc postanowione – idę dalej w las nieznanego. Ruszam w podróż, którą kroczyłam kiedyś, kilka lat temu codziennie, a teraz przez mgłę nie widzę nic, nie poznaję tego miejsca. Przy pierwszej przeszkodzie padam na kolana. Nie mogę wstać. Porcelana woła do powrotu- chce ostudzić moje spocone ciało swoim przyjemnym chłodem. Pojawia się przytłaczająca, rozpaczliwa tęsknota za dobrze znaną bramą numer jeden w klatce słodkiej rozkoszy. Przypomina mi się jednak również palące uczucie w gardle i gorycz nieprzetrawionych uczuć, co wypełnia meusta.  Zagryzając wargi ryzykuję – idę dalej w zapomniany las normalności, a raczej zataczam się na słabych nogach.

Czuję się jak źrebak. Źrebak co dopiero uczy się chodzić i co chwila upada z bólem na brudną, zimną ziemię. Tak i ja na nowo każdego dnia uczę się żyć i podążać ścieżką człowieka bez zaburzeń, bez uzależnień i bez zżerającego go od środka poczucia winy i wstydu. Wiele razy upadnę na brudną ziemię niezrozumienia, bezradności i słabości. Wyuczony sposób wypierania emocji i spłukiwania ich w toalecie nie raz jeszcze przygwoździ mnie do podłoża mego osobistego dna. Ale nie pozwolę by ta sama choroba przygwoździła ostatni gwóźdź do mojej trumny.

Czuję, że z każdym krokiem nabieram siły i choć wiele razy upadnę to każdy krok, każdy przebyty dzień bez ataku, każdy zjedzony kotlet czy czekoladka rozpuszczająca się w ustach ze smakiem i przyzwoleniem – przybliża mnie do nieznanego, ale bezpiecznego celu podróży.

Jeszcze przyjdzie dzień kiedy bezradny źrebak ustanie na silnych nogach i pewnie pogalopuje na spotkanie kolejnych dni.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.