Chcesz mnie poznać człeku głuchy? Zapraszam – miska zwierciadłem mej duszy

Wczoraj gdy potknęłam się o korzeń w lesie wyzwań codzienności był przy mnie mój ukochany. Zwykłe określenie „chłopak” nie oddaje tego ile dla mnie znaczy i ile dla mnie robi – jest promieniem ciepłego słońca  wdzierającego się przez korony pokrzywionych oczekiwaniami drzew, promieniem, który pokazuje mi ścieżkę i zadając śmiałe pytania, dając tematy do rozmyślań i przytulając mnie swoją szczerością powolutku wyciąga mnie z bagna przyzwyczajeń i destrukcyjnych nawyków. Odcina w ten sposób korzenie poczucia winy i wyrzutów sumienia, które od lat wplatały się w moje włosy by w końcu przez usta wraz z nadgryzionym ciastkiem dostać się do środka mnie. Zaczynając się od skurczów żołądka, pnącza dostały się do krwiobiegu i przemieszczają się z nurtem mojej krwi nie zostawiając ani jednego jałowego na winę miejsca.  

Spędzałam więc z moim ukochanym ostatnie dni – rodzice wyjechali i powiem, że czułam się…bardzo dobrze, wręcz fenomenalnie, bo nie byłam traktowana jak małe dziecko w śpioszkach ciała 22 latki. Wreszcie czułam się dorośle i odpowiedzialnie – nie byłam tą, którą trzeba się tylko zajmować, ale także opiekowałam się 2 kotkami i jednym większym kochanym kotem J. Wspieraliśmy się nawzajem, decydując o wszystkich – co chcemy robić, kiedy chcemy to robić, co CHCEMY jeść, kiedy chcemy spać i tak dalej. Cholerny błahy wybór programu pralki albo przypraw do jedzenia dodawał mi pewności siebie i… WOLNOŚCI, poczucia tego, że DAM sobie radę, a nie, że zdaniem rodziny – wrócą na gruzy pokryte kurzem, bo mała córeńka nie jest zaradna i potrafi tylko płakać albo się obrażać. Możliwe, że wyolbrzymiam i tak naprawdę rodzina kochając mnie, troszczy się nie o to jak zadbam o ich mieszkanie, ale o mieszkanie mej duszy – o swoje „kochane” ciałko. Czemu więc tego nie powiedzą? Czemu nie podzielą się ze mną obawą, że po przyjeździe powita ich znów o 10 kilo (masy i świadomości) lżejsza córka albo, że po wyważeniu drzwi odkryją, że Pandora przyjęła na siebie za dużo zawartości swej puszki i że nie jest już dłużej nieśmiertelna. Czemu nie pokażą, że boją się bulimii, boją się, że w końcu udusi mnie ZAWARTOŚCIĄ swoich poglądów i manier. Czemu nie przyznają, że patrząc codziennie przez cztery lata jak umieram (2 lata anoreksji i teraz bulimia) pękało im serce i modlili się bym w końcu nie została połknięta przez trumnę mojej bezradności i pustki wewnętrznej – pustki żołądka i duszy. Myślę, że to dlatego, że bali się również, że gdy postawią mnie przed faktem mojej śmiertelności i kruchości rozpadnę się jak domek z kart – jak kościsty domek, który przecież tak bardzo kochają i za który nie spłacili jeszcze wszystkich rat uczucia, sentymentu i czułości.

Więc gdy po 4 dniach sukcesu – gdy walczyliśmy razem (ja i mój luby – M&M’s team) z wiatrakami o tłustych, spływających lukrem skrzydłach, gdy byłam niesamowicie spełniona naszą niezależnością i zaradczością i przede wszystkich SZCZEROŚCIĄ – coś we mnie pękło. Niespodziewanie czując zbliżające się rozstanie i powrót do normalności – powrót rodziców i rozdzielenie nadzianych uczuciem M&M’sów – zaczęłam zapychać podświadomą pustkę naleśnikami, które usmażyłam specjalnie dla niego. Przyzwyczajona do WYPYCHANIA emocji i szczerości podczas WPYCHANIA jedzenia, nie powiedziałam mu o tym, tylko „”subtelnie” poczęłam wypychać go z domu wraz z poczuciem zbliżającej się pustki. Okropne jak teraz o tym myślę – kochając go tak bardzo chciałam zostać już sama by móc kolejny raz przeprowadzić ceremoniał zamienienia emocji w wymioty. Czy tak samo postępuję właśnie z moimi emocjami? Choć wiem, że moje myśli, uczucia są bardzo ważne i poniekąd bardzo przeze mnie ukochane to wypycham je za drzwi swojej głowy? Czemu? By mieć nad nimi kontrolę i nie reagować sercem tylko bezmyślną, zaślepioną, wyrachowaną głową? Dopiero teraz doszło do mnie to przemyślenie… przemyślenia na żywo ludziska! Gorące niczym niebiańsko pachnące bułeczki! Wolę taką formę i „propozycję podania” przemyśleń niż bezmyślne obserwowanie ich w misce przede mną i bezowocna próba rozszyfrowania języka Braila moich wymiocin. Dziękuję za natchnienie mnie i wypełnienie mnie kolejnymi refleksjami, a nie górą ciastek zagryzionymi czekoladą, batonami i popitymi litrami mleka. Refleksje zwłaszcza te napisane pozostaną ze mną na długo, jeśli dobrze je zapiszę i schowam w bezpiecznym miejscu to nie umkną mi nigdy – w przeciwieństwie do tych zagubionych w czeluściach kanałów i rur – ile moich osobistych ksiąg tam pływa…

Na szczęście mój słodki eklerek świadomości i szczerości nauczył mnie czegoś ważnego – PRAWDY. Nie potrafię, a raczej NIE CHCĘ nigdy mu kłamać. Przyznałam więc, że jestem w trakcie ataku – dla mnie było to czymś zwykłym, normalnym i oczywistym wręcz – każdy balonik jak nazbiera za dużo powietrza w końcu pęka, tak każda uzależniona osoba pompowana uczuciami w końcu eksploduje odnawiając się rytuałem wypracowanego nawyku (welcome to Łazienki). Jednak jego twarz przywróciła mnie do realności – ten jego ból, zawód, zdziwienie i niezrozumienie. Płakałam wiedząc, że to moja wina. Jakby wtedy wyszedł zostałabym wierząc, że on jest wściekły na mnie za moją słabość, a on obwiniałby się o swoją bezradność. Okazało się bowiem podczas rozmowy (ukochany mnie nie zostawił, nie dał się wypchnąć jak nieprzetrawione emocje), że był zły, ale na siebie, że nie potrafi mi pomóc. Długo rozmawialiśmy i za to kocham go jeszcze bardziej – objawił mi coś ważnego. Przy nim i przy bliskich jestem sobą – pokazuję im to JAKA JESTEM w opowieściach i wygłupach, gestach i tak dalej. Pokazuję im swoje wnętrze będąc sobą. Jest to niesamowicie piękne, bo nie muszę udawać i blokować swojej osobowości – tama konwenansów i wymagać otwiera się na oścież i wodospad mojego charakteru może radośnie wypełniać moje otoczenie aż w końcu na spokojnie przemienia się w spokojną, aczkolwiek wciąż prawdziwą rzekę MNIE – niesamowite uczucie!

A co się dzieje gdy nie mogę pokazać siebie poprzez pantomimę wzbogaconą słowami? Szukam rozpaczliwie innego sposobu zaprezentowania i podarowania swojego wnętrza. Skoro rodzice przerywają mi, nie słuchają mnie – pozostają głusi na MNIE to postanawiam podać im siebie na talerzu, a dokładniej mówiąc w misce. Moje wnętrze wypełniające kilku litrową miskę.

Nie bez przyczyny mój blog nosi nazwę „Miska Pandory”. Nie jestem taką gułą by mylić aż tak mitologię, ale elastycznie postanowiłam wykorzystać postać silnej, ukrywającej zło świata Pandory. Ja też chowam zło – zło, które czerpałam z zewnątrz i starałam się przetrawić w środku. Nie udało mi się stworzyć z tego coś pięknego gdyż niektórzy nie byli gotowi by to przyjąć. Jako, że kreatywności mi nie brakuje (ha ha ha) to ZWRÓCIŁAM pożarte zło znów światu. Cóż skoro istnieją takie kobiety jak „Dama z łasiczką”, „Kobieta z perłą” to sądzę, że jedna „Pandora z miską” nie zdoła obrócić rzeczywistość w pył i jedyne co w ostateczności może zniszczyć to własne szkliwo.

Miska Pandory wczoraj znów się wypełniła, ale coś we mnie pozostało – przekonanie, że mogę swoje wnętrze pokazywać inaczej niż w formie wizualnej i „namacalnej”. Mogę się uzewnętrznić SŁOWNIE i chcę to zapamiętać i praktykować. Wam też to radzę – PRAWDA RZĄDZI!

Dziękuję moje promyczki słońca w ciemnym lesie rzeczywistości – dziękuję za każdy raz gdy Pandora rozmawia zamiast wprawiać w ruch swoją „puszkę”. Dajmy jej odpocząć, a może uda jej się wyłowić z otchłani rur swoje księgi mądrości – dla potomnych!  

4 Komentarze

  1. Nic nie wyłowimy bo trafiły na Oczyszczalnię Wschód :(
    Może i lepiej. To tylko pamiątka gorszych chwil. Wszystko czego potrzebujesz i tak masz nadal w głowie. Tam masz kopalnię wiedzy, uczuć, emocji i prawdy. Rury zostaw w spokoju ;)

    PS. Czuję się dumny! ;)

  2. Czy pomyślałaś kiedyś, że to o czym piszesz to jest to czym powinnaś się dzielić z rodzicami?
    To nie jest łatwe,ale tylko wtedy nie będziesz się domyślać co inni czują,myślą.
    Tak samo Oni odczują ulgę jeśli będziesz z nimi szczera i powiesz jakie masz oczekiwania i czego Ci brakuje.
    Wypłakiwanie się w samotności to tylko chwilowa ulga.Zacznij mieć do siebie zaufanie i potraktuj się poważnie.Jesteś wartosciowa,a nie chcesz tego uznać.Zaznij tworzyć samą siebie,autentyczną – nie ma ludzi doskonałych , wszyscy popełniamy błędy.Najważniejsze aby je zobaczyć i naprawiać jeśli możliwe.

    • Staram się z nimi rozmawiać choć widzę,że to dla nich też trudne. Błędy jeśli można je poprawić to możliwość samorozwoju i tak staram się je traktować. Jednak czasem zmęczenie daje w kość.

      Dziękuję za przypomnienie mi o blogu-cieszy mnie,że ludzie jeszcze odnajdują go i to stare wpisy :-)

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.