Niebo kropiące kolorowymi żelkami

Czy można pewnego dnia obudzić się i stwierdzić,że odżyło się na nowo? A czy można tak stwierdzić po jednym ćwiczeniu teatralnym? Świat znowu mnie zaskoczył, pokazał,że nigdy nie można być niczego pewnym. To jest zarówno najniebezpieczniejsze jak i najbardziej ekscytujące w naszym zazwyczaj czarno-białym życiu. To tak jakby nagle na szachownicę wrzucić kolorowego żelka – nie pasuje ani funkcją ani kształtem czy nawet kolorem. Ale czy ten kolorowy słodycz nie przełamuje codzienności szachów? Na pewno. Co więcej zdałam sobie sprawę,że to tylko i wyłącznie od PIONKA zależy jego punkt widzenia – to czy stwierdzi,że ten żelek był najpiękniejszą niespodzianką od losu czy wprost przeciwnie,że wizyta żelka załamała cały jego światopogląd. Nie mamy wpływu na to czy jakaś niesforna słodkość nagle przełamie paletę naszego życia. Mamy jednak wpływ na to jak spojrzymy na zaistniałą sytuację i jakie doświadczenia będziemy wyjmować ze swojej życiowej walizeczki powołując się do oceny spadającego z nieba żelka.

Pytałam jednak o to czy można po jednym ćwiczeniu zmienić swój dotychczasowy punkt widzenia – oczywiście można! Wiedziałam,że teatr jest pełen magii i rzeczy,których rozum nie jest w stanie ogarnąć natomiast serce od razu wie o co chodziło. I to jest cudowne w teatrze! ta niedopowiedziana historia, to jedynie zarysowane tło wydarzeń pozwalające spontanicznie otwierać walizeczki swoich doświadczeń i wypełnić scenę swoją własną historią. Teatr potrafi sprawić,że każda osoba, która potrafi się na niego otworzyć stanie się reżyserem własnej sztuki. Teatr,teatr i jeszcze raz pasja!

Nie wierzyłam,że można tak szybko zmienić emocjonalny wydźwięk swojego życia – u mnie ta zmiana zajęła nie więcej niż 15 minut. Co najlepsze nie okazała się ulotna jak emocjonalne poruszenie sztuką. To uczucie – całkowitej wolności trwa we mnie nadal. Tak jak magik albo z mojego punktu widzenia – asystentka magika, nie chcę zdradzać ćwiczenia – to tak jakbym próbowała krok po kroki wyjaśnić mechanizm wzruszenia – sprowadziłabym to piękne, chwytające za serce uczucie do zwykłych reakcji ciała – zabiłabym całą magię, całe piękno. Procedura, automat, instrukcja zabija emocje. Trzymając ołówek w zębach zmuszamy się do uśmiechu przez co czujemy się lepiej. Może w drastycznych sytuacjach lepsze jest takie szczęście niż żadne. jednak jako idealistka sądzę,że to co wywołuje emocję jest piękne wtedy gdy coś znaczy, gdy ma jakąś wartość gdy jest żelką podarowaną przez los.

Wspomnę tylko,że gdy wchodziłam do pokoju miałam w głowie pełno zmartwień, pełno trosk, toksycznych myśli i znikome opary nadziei. Podczas ćwiczenia poczułam jakbym unosiła się na morskich falach choć w rzeczywistości ani drgnęłam. Czułam siebie całą jednocześnie tracąc czucie w nogach. Magia, chwila i deszcz żelków. Wychodząc wszystko czułam mocniej – zimno, ostre powietrze – czułam tak dużo nie mając w głowie nic. Intensywnie myślałam nie mając nic w głowie. Byłam, nie będąc w ciele tylko gdzieś daleko na zielonej łące pod różowawym niebem. To było tak cudowne uczucie. W trakcie zajęć czułam,że rozpadam się na kawałki, na maluteńkie czynniki pierwsze by potem odrodzić się na nową – z nowymi myślami, bez odczuwalnych trosk za to koszykiem pełnym nadziei. To cudowne co teatr jest w stanie nam podarować. To cudowne, że pasja potrafi budzić tak dużo emocji nie korzystając przy tym z ołówka.

To piękne,że niebo potrafi padać żelkami

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.