Zegar bez większego sensu

Dzień,noc,dzień,noc.

Potem znów dzień i kolejna noc.

Tik,tak,tik,tak. Płynie czas. Zawsze płynął i płynąć będzie.

A gdzie w tym ja? Czy jestem w tym ważna? Jestem bierną tarczą zegara,która pozostaje niezmiennym tłem,z którego wszystko da się wyczytać?

A może jestem wskazówką idącą wciąż naprzód, jednak idącą tak jak dyktuje jej mechanizm,na który ona nie ma wpływu?

A może jestem częścią mechanizmu,małą zębatką, bez której całość nie działa.

Czym jestem dla świata?

Czy zegar poczułby gdybym przestała istnieć? Czy gdybym zaszyła się w kącie i poddała się gryzącej mnie rdzy czy ktoś by stracił?

Tik,tak. Dzień po dniu.

A ja mam coraz więcej momentów kiedy nie mam na nic ochoty. Kiedy nic mi się nie chce. Kiedy codzienność traci na wartości. Kiedy chcę by dzień przemijał. I kolejny. I następny. A ja bym po prostu była. Po prostu była,nie będąc jednocześnie. Byla tarczą zegara- widoczna,ale nie wpływająca na funkcjonowanie mechanizmu.

Żywy cień.

Od kiedy stałam się tak…marudna,nieobecna,płaczliwa,niewiedząca,nieczująca i….zdechła.

Byle by dzień zleciał. Byleby się już skończył. Ale po co? Do czego to prowadzi?

Czuję się tak okropnie osamotniona. Czasami już nie chcę być dorosłym. Chcę znów być dzieckiem. Chcę by ktoś mnie przytulił,ukochał,zaopiekował się mną. By powiedział,że będzie dobrze. Że jestem wartościowa i ważna. Że jestem najważniejsza dla tej osoby.

Czuję się jak bezwartościowy śmieć.

Bezwartościowy,zbędny,niedziałający,zepsuty trybik. Do wyrzucenia.

Tik tak

Dzień po dniu

Byleby wiedzieć dokąd iść. I po co.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.